nie wiem dlaczego codziennie ustawiam sobie kilka budzików. naprawdę nie wiem. co z tego, że pierwszy dzwoni o 6.45 (i właściwie wtedy mogłabym od razu wstać) a potem wiele kolejnych. nie ma znaczenia ile by ich było. kiedy budzę się bez większego problemu, zamiast wstać i dla odmiany na spokojnie się wykąpać, ubrać, zrobić śniadanie i nie pędzić na przystanek wolę bezczynnie poleżeć, poczytać na necie co tam w wielkim świecie seksu i biznesu, przeczytać kilka stron książki itp itd. ostatecznie i tak wstaję w ostatniej chwili. a kiedy ciężko z obudzeniem się to również wstaję w ostatniej chwili. tak źle i tak niedobrze. zawsze zaspana i zawsze za późno. i nie ma znaczenia długość snu. nienawidzę rano wstawać nieważne czy po 4 godzinach snu czy po 10. poranne wstawanie to znienawidzony przeze mnie początek dnia. absolutnie w każdym wydaniu.
Howgh
Stasio